Te dwie wymienione w tytule technologie odniosły w ciągu ostatnich kilku lat prawdziwy sukces. Są przyjazdne dla przeciętnego użytkownika, atrakcyjne wizualnie, proste w obsłudze, klikalne, kolorowe i wcale nie takie trudne w zastosowaniu. Pomińmy na chwilkę fakt, że są ona fatalne pod względem dostępności, bo nie o tym chcę teraz pisać i zastanówmy się, jaka czeka je przyszłość?
Na dzień dzisiejszy z otwarciem pliku PDF na Linuksie lub innym Uniksie, Maku lub jeszcze innej platformie (palmtopy) nikt nie ma chyba problemu. Jest xpdf, GhostScript, które powinny kompilować się na każdej platformie; a dla platform najpopularniejszych jest oficjalny Adobe Acrobat Reader, który podobno działa na Linuksie bardzo ładnie.
Nie jest dużo gorzej pod tym względem w przypadku technologii Macromedia Flash. Sam mam plugin Flasha do Firefoksa (oczywiście tylko w parze z rozszerzeniem, które skutecznie go blokuje - FlashBlock) i większych problemów ani różnic w stosunku do wersji Windowsowej nie dostrzegłem.
O czym więc ten wpis?
Zastanawia mnie to, że tak duża firma jak Microsoft Corporation Tycimiętek dopuściła do sytuacji, w której furorę robią produkty obcej firmy, podczas gdy sam Microsoft nie ma właściwie żadnych ich odpowiedników, na których mógłby zarobić.
Cofnijmy się w czasie o jakieś 3 lata, kiedy to na rynku pojawiły się pierwsze Human controlled firewalls, czyli produkty typu ZoneAlarm... Windows, jaki był każdy widział. Dziurawy jak dobry ser szwajcarski. (Teraz też jest; ale przynajmny, że trochę mniej). Różne firmy prześcigały się w proponowaniu genialnych rozwiązań, które miały ochronić przeciętnego użytkownika przed atakami wirusów i hakierów. Czas pokazał, że właśnie taka taktyka - "Kliknij OK, aby pozwolić programowi Gadu Gadu połączyć się z internetem lub BLOKUJ, aby zablokować mu dostęp" okazała się dość skuteczna, a na pewno dająca użytkownikowi duże poczucie bezpieczeństwa.
Pomysł klikalnych firewalli osobistych dał wielu malutkim firmom informatycznym, o których nikt wcześniej nie słyszał, szansę wybicia się i zrobienia majątku na cudzym nieszczęściu. Firewalli pojawiło się jak mrówków, większość w wersjach shareware, za które na pewno wielu naiwnych zapłaciło.
Czy jednak rozwijanie i sprzedaż firewalla może być nieskończoną kopalnią złota? Nie nie nie!!! Nie zapominajmy o podstawowej rzeczy - nasz produkt jest w 100% zależny od posunięć firmy, dzięki której w ogóle ma rację bytu! Tak. Microsoftu!
ServicePack 2 dla Windowsa XP powinien rozwiać wszelkie wątpliwości tym, którzy myśleli, że zrobią interes na cudzym nieszczęściu i będą dalej żyć w symbiozie z Microsoftem. W XP SP2 klikalny firewall jest wbudowany i 99% użytkowników nie będzie potrzebowało już niczego innego!
Podobną taktykę można zaobserwować na rynku internetowej dystrybucji muzyki i filmów. Nie wkurzają was te wszędobylskie loga Windows Media Playera a wraz z nim formatów Windows Media Audio i Windows Media Video? Nie róbmy sobie nadziei! To zostało stworzone po ty, by wypchnąć z rynku wszelkie DivXy, Xvidy, mp3, Vorbisy i inne takie. Powiesz: ale działa na Linuksie. Tak. Działa. TYlko przyjrzyjmy się w jaki sposób. Zobaczmy sobie, co mamy w katalogu: /usr/local/lib/codecs/. DLL-ki? Oj... Nie jestem programistą, ale wysuwam twierdzenie, że na PPC, Sparkach i innych platformach to już nie zadziała. Jest źle!
A teraz wróćmy do PDF-a i Flasha, od których zacząłem ten długaśny wpis. Wydaje mi się, że powinniśmy się spodziewać, że w najbliższym czasie Microsoft zaproponuje nam jakieś Windows Paper Format, Windows Document Format lub inny Windows Portable Document. No i oczywiście jakąś alternatywę flasha, jeszcze szybsza niż ten od Macromedii.
I co wtedy? Czy wierzyć, że powstaną open-source'owe czytniki tych formatów? Nie sądzę. Będą to zbyt skomplikowane i zaawansowane technologie, by nadążyć za ich rozwojem i dobrze je rozpracować. A i Microsoft zrobi wszystko, by je dodatkowo zagmatwać. Pozostanie sztuczka z DLL-kami, VMWare, Wine... Ale nie czarujmy się - te rozwiązania są dość zawodne...