Od chwili powstania WAP-u byłem do niego dość sceptycznie nastawiony. A w szczególności do entuzjamu, jakim otaczali go ludzie próbujący go na siłę wypromować.
Dzisiaj jedynym relatywnie popularnym zastosowaniem WAP-u jest pobieranie dzwonków, gier i tapet, po opłaceniu ich przez "premium SMS". A gdzie te mobilne strony internetowe? Zakupy przez komórkę? Kina? Przewodniki po miastach, muzeach, kulturze i rozrywce? Najnowsze wiadomości, kursy walut prosto w telefonie? Nikt tego nie szuka...
Owszem - znam ludzi, którzy z WAP-u korzystają. Po pierwsze: do sprawdzania rozkładu jazdy autobusów - znam ze 2 osoby, sam raz na pół roku też zajrzę. Po drugie: do korzystania z Gadu-gadu, ale w tym celu musieli samemu postawić sobie aplikację serwerową, która to umożliwia - RTG. (Bo przecież komercyjna oferta jest ewidentnie dużo gorsza, mniej funkcjonalna i w dodatku kosztuje ciężkie pieniądze.) Razem około 4 osoby korzystające dość regularnie z WAP-u. To dość mało - dla porównania - około 50 moich znajomych korzysta z Linuksa lub Mac OS X.
Gdzie dopatrywać się porażki WAP-u? Wydaje mi się, że nie w samych założeniach. Raczej w fatalnym zaprojektowaniu, beznadziejnym marketingu i niesprzyjających realiach:
- Nieprzemyślany język opisu WML wprowadzony zamiast (X)HTML, a więc konieczność tworzenia odrębnych wersji stron
- Reklamowanie WAP-u jako Internetu w komórce
- Drakońskie ceny za połączenia - nie zmienił tego też GPRS
- Powolne terminale z małą ilością pamięci podręcznej
To wszystko zabijało WAP od chwili narodzenia. A do napisania tej notki skłonił mnie fakt, że również mBank zrezygnował z udziału w tej rewolucji - właśnie zapowiedziano deaktywację usługi dostępu do kont przez WAP. Płakać nie będę.