Jacek Kaczmarski - Krajobraz po uczcie

30 marca 2008, 20:19:10

Historia lubi się powtarzać, a słowa piosenki ś.p. Jacka Kaczmarskiego wydają się dzisiaj proroctwem tego, co ma się stać za kilka dni:

Nie ogryźli kości, nie dopili wina
Resztek jedzenia szuka pies pod stołem
Na dębowym blacie obrana cytryna
i suche pestki czereśni dookoła

Odeszli z damami o zatłuszczonych wargach
Do łożnic szerokich za ciężkie zasłony
Gdzie biały pudel kraj krynoliny targa
Przez panią w rumieńcach za fotel rzuconej

A w stolicy koronacja się zaczyna
I król światowy pokazuje szyk
Ale z obecnych nie wie jeszcze nikt
Że na tortach dał napis "Wiwat Katarzyna"

Ksiąg nie doczytali, nie skończyli pisać
drukując hymny, gorące epistoły
Jakby miały spoić pękniętych ścian rysy
Gryzące pochwały pochwalne gryzmoły

Odeszli do zajęć sennych długotrwałych
Nad biurka za małe dla królewskich zaleceń
Gdzie świtem pióra skrzypiące się łamały
A świece świeciły by nic nie oświecić

A w stolicy Sejm kończy obrady
Na rękach niesiony uśmiecha się król
Ambasadorowie nie zmieniają ról
Wiedząc jak blisko od chwały do zdrady

Nie skończyli ostrzyć kos na sztorc stawianych
Nie ruszyli zamków i sal pałacowych
Nie powywieszali wszystkich zdrajców stanu
W ziemię pól bitewnych powgniatane głowy

Odeszli w sukmanach kurtach i opończach
Po dawnemu się męczyć nad nie swoją rolą
Ktoś powiedział - wiedziałem że to się tak skończy
Na żer wyszły obce wojskowe patrole

A król bez królestwa chodził na spacery
Nie ze swej kasy utrzymując dwór
I nie wiedział jeszcze niepotrzebny ....
Jakie kiedy i za co zalśnią mu ordery

Akt abdykacji:

"Imperatorowa i państwa ościenne
Przywrócą spokojność obywatelom naszym
Przeto z wolnej woli dziś rezygnujemy
Z pretensji do tronu i polskiej korony
Nieszczęśliwie zdarzona w kraju insurekcja
Pogrążyła go w chaos oraz stan zniszczenia
Pieczołowitość nasza na nic się nie przyda
Świadczymy z całą rzetelnością Naszego Imienia"

Nie ogryźli kości
Nie dopili wina
Resztek jedzenia szuka pies pod stołem.

Umowa Społeczna :-)

13 października 2007, 02:02:05

Bardzo ciekawy i życiowy tekst znaleziony na stronie www.miasik.net/articles/umowa.html:

Umowa Społeczna

§ 1

Zrzeknę się na rzecz Rządu pewnego procentu mojej własności. Rząd będzie ustalał wielkość tego procentu i może być on liczony od moich dochodów, wartości moich nieruchomości, wartości moich zakupów, czy używając dowolnych innych kryteriów, które Rząd sam wybierze, oraz będzie mógł je w dowolnej chwili zmienić. Aby pomóc Rządowi w określeniu tego procentu, będę używał nadanych przez Rząd numerów identyfikacyjnych.

§ 2

Ograniczę swoje zachowania tylko do takich, jakie określi Rząd, będę konsumował tylko te substancje, na które Rząd zezwoli, ograniczę swe czynności seksualne tylko do takich, na które pozwala Rząd, porzucę wierzenia religijne, które są sprzeczne z rządowym określeniem poprawności. Będę korzystał ze swojej własności tylko w sposób określony przez Rząd.

§ 3

Na żądanie, zrzeknę się swej wolności na czas, który określi Rząd. Podczas tego czasu będę służył Rządowi w dowolny sposób, wliczając w to służbę wojskową, w której będzie wymagać się, abym zabijał, albo poświęcił własne życie.

§ 4

Rząd pozwoli mi na poszukiwanie pracy, pod warunkiem poddania się ograniczeniom, które sam określi. Ograniczenia te mogą utrudnić mi wybór zawodu, czy wyeliminować stawki płacowe, na które się zgodzę.

§ 5

W rewanżu za to wszystko, Rząd zaoferuje mi pewne usługi. Rząd określi naturę tych usług i będą one mogły zostać w dowolnej chwili zmienione. Rząd może próbować bronić mojego życia i własności, ale nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności, gdy mu się to nie uda. Rząd może zabronić mi obrony własnego życia lub własności.

§ 6

Rząd określi, czy mogę wybierać określonych urzędników i na jakich kandydatów będę mógł głosować. Wpływ mojego głosu jest odwrotnie proporcjonalny do ilości głosujących i pojmuję, że zazwyczaj będzie znikomy. Zgadzam się nie pociągać do odpowiedzialności żadnych urzędników za działania wbrew moim interesom, czy złamanie obietnic, nawet jeśli te obietnice miały wpływ na móje głosowanie.

§ 7

Zgadzam się, że Rząd może w dowolnej chwili zmienić powyższe warunki i pociągnąć mnie do odpowiedzialności, jeśli ich nie spełnię. Rząd może wejść, przeszukać i zająć mój dom oraz inną własność bez mej zgody czy wiedzy, aby zapewnić wypełnianie tych warunków, oraz że Rząd może w dowolnej chwili skonfiskować moją własność, uwięzić mnie albo zabić, zachowując kompletną bezkarność.

Podpis nie jest wymagany. Samo istnienie oznacza zgodę na warunki tej umowy.

Dyskusja o tzw. własności intelektualnej i P2P

12 października 2007, 22:04:11

Wdałem się w dyskusję z Panem Kubą Tatarkiewiczem na temat tzw. "własności intelektualnej". Zapraszam do zapoznania się z jego artykułem na ten temat oraz moim obszernym komentarzem, który cytuję poniżej:

Panie Kubo,

Po pierwsze: nie boję się żadnej kontroli, bo mam tylko legalne oprogramowanie.

Miałem zajęcia z doktorem prawa, specjalizującym się w prawie autorskim i wyraźnie powiedział mi: opublikowany utwór, który nie jest programem, można posiadać na swoim komputerze i używać go nieodpłatnie na własny użytek. Takie jest w Polsce prawo. Nie tyczy się to programów (które są wyłączone z dozwolonego użytku), ale muzyki, filmów - owszem. Nie ma znaczenia pochodzenie pliku, nie ma znaczenie, czy przegrałem go z płyty, nagrałem z radia lub telewizji czy ściągnąłem z internetu. Nie ma znaczenia, czy słucham go na walkmanie, sam śpiewam, gram na pianinie, czy nucę. Mam, to mam. Legalnie. Na tym polega dozwolony użytek. Jeśli ma Pan wątpliwości - z chęcią Pana skontaktuję z wspomnianym prawnikiem, celem konsultacji.

Po drugie: pozostaję przy swoim - w sieciach P2P jest mnóstwo legalnego softu i muzyki. Przykład?

Proszę wejść na:

Są tam do pobrania odpowiednio: pakiet OpenOffice.org, system Ubuntu i gigabajty bajty darmowej muzyki. Twórcy stron rekomendują (lub umożliwiają) jednak pobieranie tych materiałów za pomocą sieci p2p: BitTorrenta lub eMula, właśnie po to, aby odciążyć swoje serwery i sieci.

Po trzecie:

Przykaznie NIE KRADNIJ... Hmmm... Wchodzi Pan na cienki lód. Za chwilę pewnie powie mi Pan, że z przykazania "nie zabijaj" wynika sprzeciw dla kary śmierci, na co odpowiem głośnym śmiechem i uargumentuję odpowiednimi wersetami Pisma Świętego.

Bardzo trudno jest zdefiniować kradzież w odniesieniu do rzeczy niematerialnej, jaką jest tzw. "własność intelektualna". Jeśli chodzi o moje poczucie moralności to jest ono trochę inne niż obowiązujące prawo (nie oznacza to jednak, że zamierzam łamać prawo - ale działać na rzecz zmiany prawa - owszem)

Mój tok rozumowania jest taki: jeśli zabiorę Panu coś materialnego np. samochód, komputer, portfel, długopis to jedynym powodem do nazwania tej czynności kradzieżą jest fakt pozbawienia Pana tej rzeczy. Natomiast jeśli kopiuję plik to cały czas go Pan posiada. Samo niezasłużone wzbogacenie się nie jest wg mnie kradzieżą, dopóki nie udowodni się, że jest ono związane z czyjąś stratą. W moim przekonaniu brak zysku nie może być traktowany jako strata. Z prostego powodu - to by oznaczało, że konkurencja jest nielegalna. Bo skoro ktoś postawi koło mojego sklepu sklep konkurencyjny, to moje zyski spadną o połowę. Czy jest to strata? Może potencjalna, może urojona, ale nie rzeczywista!

Zapytajmy się: co za różnica, dla takiego np. Microsoftu, czy ktoś nie będzie używał licencjonowanego MS Office, bo używa nielicencjonowanego MS Office, czy dlatego, że używa np. OpenOffice'a? Zgodnie z Pana rozumowaniem, MS powinien tutaj woleć, żeby tylko posiadacz licencji korzystał z ich produktu, a inni nie... A tu ZONK!

Otóż Microsoft orzekł jakieś pół roku temu oficjalnie, że woli, gdy ludzie korzystają z nielicencjonowanego softu MS niż z alternatyw! Intuicyjnie czują, że nic nie tracą, gdy ktoś korzysta z "pirata". Tracą, gdy ktoś przerzuci się na co innego!

www.pcworld.pl/news/107783.html

Microsoft, chociaż się do tego nie przyzna, bo zarabia na sprzedaży "własności intelektualnej"; rozumie jakim jest ona absurdem. (Jednak już widać, że zaczynają przerzucać się na produkcję klawiatur i myszek, bo nie widzą przyszłości w produkowaniu Windows, szczególnie po tym co zaprezentowali w Viście, chyba się Pan zgodzi...)

Kiedyś IBM wszedł w konflikt z MS, twierdząc - o ile dobrze pamiętam - że nie da się zarabiać na sprzedaży oprogramowania. Ostatnie kilkanaście lat pokazało, że niby nie mieli racji, ale mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat sytuacja się drastycznie odwróci. A mam przesłanki do takiego twierdzenia - o tym kawałek dalej.

Jeśli natomiast chodzi o "własność intelektualną", to to pojęcie brzmi trochę jak "demokracja ludowa", "sprawiedliwość społeczna", "Microsoft Works", "spłaszczone koło" albo "sucha woda". Jest samo w sobie sprzeczne. Ale to tylko moja ocena...

I po czwarte: ostatnio bardzo szybko rozwijają się technologie kryptograficzne. Jako użytkownik MacOSX zapewne potrafi Pan założyć sobie na dysku plik z szyfrowaną partycją DMG, do której dostęp będzie tylko na hasło. Analogiczne rozwiązanie dla Windows i Linuksa to np. darmowy TrueCrypt. Tak zaszyfrowanych danych zwyczjanie NIE DA się złamać w sensownym czasie na żadnym istniejącym komputerze. (nie dlatego, że program to ogranicza - ograniczają to prawa matematyki, informatyki, kryptografii)

Podobnie jest z danymi przesyłanymi przez sieć za pomocą np. SSL. (np. po HTTPS, SFTP, SCP, SSH, VPN, IMAPS, etc) Niedługo operatorzy nie będą kompletnie nic widzieć w transferowanych przez ich klientów danych, a policja ani żaden inny organ kontroli nie będzie miał żadnego wglądu w dane na dyskach twardych...

Ale to taka dygresja, pokazująca tryumf wolności nad zniewoleniem...

Nienawidzę zapachu papierochów (jak Hitler)...

31 maja 2007, 22:43:07

Nie ukrywam, że osobiście nienawidzę dymu papierosowego, ale gdy czytam coś takiego, to się we mnie przewraca:

Od jutra wchodzi całkowity zakaz palenia w fińskich barach i restauracjach. [gazeta.pl]

Dalej zaczyna jednak powiewać grozą i faszyzmem:

Ale celem rządu w Helsinkach jest stworzenie społeczeństwa w ogóle niepalącego. [gazeta]

Jak można komuś zabronić palenia papierosów we własnym domu albo na otwartej przestrzeni? Zgadzam się, że w miejscach publicznych, w szkołach państwowych, w państwowych szpitalach taki zakaz powinien obowiązywać. Tak samo, każdy właściciel lokalu lub środka transportu powinien móc we własnym zakresie wprowadzić zakaz palenia u siebie. Natomiast, gdy takie sprawy rozwiązywane są demokratyczno-odgórnie, zaczynam się bać...

PS. Mała gra skojarzeń: Finlandia → Helsinki → Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ciekawe, czy te darmozjady będą bronić praw palaczy tak samo jak bronią praw bandytów, pedofilów, gwałcicieli, czy Geremków?

Nawet Adolf Hitler, który był zagorzałym wrogiem palenia, nie był tak stanowczy i zamierzał nikogo zmuszać do rzucania nałogu. Rzucających dobrowolnie palenie podwładnych nagradzał natomiast złotym zegarkiem.

Przyszłość PDF i Flash: i tak źle i tak niedobrze!

09 listopada 2004, 02:01:52

Te dwie wymienione w tytule technologie odniosły w ciągu ostatnich kilku lat prawdziwy sukces. Są przyjazdne dla przeciętnego użytkownika, atrakcyjne wizualnie, proste w obsłudze, klikalne, kolorowe i wcale nie takie trudne w zastosowaniu. Pomińmy na chwilkę fakt, że są ona fatalne pod względem dostępności, bo nie o tym chcę teraz pisać i zastanówmy się, jaka czeka je przyszłość?

Na dzień dzisiejszy z otwarciem pliku PDF na Linuksie lub innym Uniksie, Maku lub jeszcze innej platformie (palmtopy) nikt nie ma chyba problemu. Jest xpdf, GhostScript, które powinny kompilować się na każdej platformie; a dla platform najpopularniejszych jest oficjalny Adobe Acrobat Reader, który podobno działa na Linuksie bardzo ładnie.

Nie jest dużo gorzej pod tym względem w przypadku technologii Macromedia Flash. Sam mam plugin Flasha do Firefoksa (oczywiście tylko w parze z rozszerzeniem, które skutecznie go blokuje - FlashBlock) i większych problemów ani różnic w stosunku do wersji Windowsowej nie dostrzegłem.

O czym więc ten wpis?

Zastanawia mnie to, że tak duża firma jak Microsoft Corporation Tycimiętek dopuściła do sytuacji, w której furorę robią produkty obcej firmy, podczas gdy sam Microsoft nie ma właściwie żadnych ich odpowiedników, na których mógłby zarobić.

Cofnijmy się w czasie o jakieś 3 lata, kiedy to na rynku pojawiły się pierwsze Human controlled firewalls, czyli produkty typu ZoneAlarm... Windows, jaki był każdy widział. Dziurawy jak dobry ser szwajcarski. (Teraz też jest; ale przynajmny, że trochę mniej). Różne firmy prześcigały się w proponowaniu genialnych rozwiązań, które miały ochronić przeciętnego użytkownika przed atakami wirusów i hakierów. Czas pokazał, że właśnie taka taktyka - "Kliknij OK, aby pozwolić programowi Gadu Gadu połączyć się z internetem lub BLOKUJ, aby zablokować mu dostęp" okazała się dość skuteczna, a na pewno dająca użytkownikowi duże poczucie bezpieczeństwa.

Pomysł klikalnych firewalli osobistych dał wielu malutkim firmom informatycznym, o których nikt wcześniej nie słyszał, szansę wybicia się i zrobienia majątku na cudzym nieszczęściu. Firewalli pojawiło się jak mrówków, większość w wersjach shareware, za które na pewno wielu naiwnych zapłaciło.

Czy jednak rozwijanie i sprzedaż firewalla może być nieskończoną kopalnią złota? Nie nie nie!!! Nie zapominajmy o podstawowej rzeczy - nasz produkt jest w 100% zależny od posunięć firmy, dzięki której w ogóle ma rację bytu! Tak. Microsoftu!

ServicePack 2 dla Windowsa XP powinien rozwiać wszelkie wątpliwości tym, którzy myśleli, że zrobią interes na cudzym nieszczęściu i będą dalej żyć w symbiozie z Microsoftem. W XP SP2 klikalny firewall jest wbudowany i 99% użytkowników nie będzie potrzebowało już niczego innego!

Podobną taktykę można zaobserwować na rynku internetowej dystrybucji muzyki i filmów. Nie wkurzają was te wszędobylskie loga Windows Media Playera a wraz z nim formatów Windows Media Audio i Windows Media Video? Nie róbmy sobie nadziei! To zostało stworzone po ty, by wypchnąć z rynku wszelkie DivXy, Xvidy, mp3, Vorbisy i inne takie. Powiesz: ale działa na Linuksie. Tak. Działa. TYlko przyjrzyjmy się w jaki sposób. Zobaczmy sobie, co mamy w katalogu: /usr/local/lib/codecs/. DLL-ki? Oj... Nie jestem programistą, ale wysuwam twierdzenie, że na PPC, Sparkach i innych platformach to już nie zadziała. Jest źle!

A teraz wróćmy do PDF-a i Flasha, od których zacząłem ten długaśny wpis. Wydaje mi się, że powinniśmy się spodziewać, że w najbliższym czasie Microsoft zaproponuje nam jakieś Windows Paper Format, Windows Document Format lub inny Windows Portable Document. No i oczywiście jakąś alternatywę flasha, jeszcze szybsza niż ten od Macromedii.

I co wtedy? Czy wierzyć, że powstaną open-source'owe czytniki tych formatów? Nie sądzę. Będą to zbyt skomplikowane i zaawansowane technologie, by nadążyć za ich rozwojem i dobrze je rozpracować. A i Microsoft zrobi wszystko, by je dodatkowo zagmatwać. Pozostanie sztuczka z DLL-kami, VMWare, Wine... Ale nie czarujmy się - te rozwiązania są dość zawodne...